Archive for Czerwiec, 2014

Combat Alert 2014 – Recenzja

Posted: 30/06/2014 by Tato in Kontrakty

Combat Alert 2014 – Recenzja

LSV-BW

Combat Alert to taka dziwna impreza na którą, mimo że gra co roku ma chyba komplet uczestników, nie jeździ żaden ze znanych mi teamów. Dlaczego?

Trudno dokładnie powiedzieć. Nie jest to chyba fakt, że CA jest imprezą komercyjną. W końcu tłumy Polaków spotykają się co roku na Czeskim Borderwar a nawet na Szwedzkim Berget. Czy powodem mogą być stare konflikty pomiędzy środowiskiem mazowieckim a organizatorem? Raczej nie, w końcu było to dawno i już nieprawda. Może wpływ ma na to charakter imprezy, który nie zawsze zbierał wysokie oceny? Trudno powiedzieć, ale jaki jest CA mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze w tym roku, zwabieni nie ukrywam przez twórców scenariusza Greya i Agapowa, graczy których znamy od lat i którzy dali się poznać jako świetni organizatory i znawcy tematów militarnych i airsoftowych. Była to też dla teamu Blackwater pierwsza możliwość wykorzystania w polu naszej nowej repliki pojazdu Chenowth Scorpion LSV.

Tegoroczny Combat Alert odbywał się na terenie jednostki wojskowej w okolicy podwarszawskiego Zegrza. Teren trzeba ocenić na duży plus. Urozmaicony, pokryty zarówno gęstymi lasami jak i otwartymi przestrzeniami, poszyty transzejami. Jakby ktoś się uparł to nawet operacje wodno-desantowe można by wprowadzić, część terenu przylega bowiem do Zalewu Zegrzyńskiego.

Teren nie jest zbyt duży, ma kształt trapezu o wymiarach 1,5 km w podstawie i 700 m wysokości . W wypadku gry na blisko 200 osób jest w związku z tym zrozumiałe, że nie może być mowy o grze typu milsim, zwiadach, poszukiwaniach, dalekich obejściach itp. Fog of War w zasadzie nie istnieje, co wymusza określony typ gry, bardziej causalowy.

Ten tryb gry próbował ogarnąć w wojskowe ramy Grey i moim zdaniem mu się to udało dość zgrabnie. Gra była podzielona na 3-y godzinne fazy podczas których strony miały pewne określone zadania do wykonania. Nie ma nic przeciwko takiemu rozwiązaniu: to dość logiczne, że na zadanie jest pewna określona ilość czasu. I tak, most trzeba zdobyć do godziny X (przed nadjechaniem naszego konwoju), a utrzymać do godziny Y (bo konwój musi przez most się przedostać). Fazy były dość urozmaicone: a to trzeba było zdobyć, a to utrzymać określony teren, czasem przeprowadzić konwój bez strat, innym razem zdobyć i przewieźć do bazy VIPa. Plany na poszczególne fazy były znane z góry co pozwoliło dowództwu odpowiednio zaplanować siły i zasoby na każdą z faz. Czasem opis faz śmieszył, czym innym bowiem jest wiedzieć że o 1200 ruszy konwój z bazy do wioski a czym innym, że o 1300 zostanie zestrzelona załoga śmigłowca i trzeba ją będzie uratować… Miejscami brzmiało to więc trochę sztucznie, ale co do zasady dało się grać a to najważniejsze. „Niedzielna jebankowość” gry zatem nie raziła, a wręcz stawiała dodatkowe wyzwania: duża dynamika gry, szybkie respy i upał wymagały od uczestników sporej kondycji, wytrzymałości i zapału aby grac do końca. Brakowało też efektu kampanijności, czyli aby wyniki poprzednich faz miały wpływ na grę w następnych. Nie było nie tylko dynamicznej kampanii ale nawet nie wiadomo było w trakcie, jakie są wyniki, kto wygrywa i dlaczego.

Dowództwo strony po której się znaleźliśmy, czyli Republiki Wschodu, dobrze dawało sobie radę z wyzwaniem zarządzania zasobami dużej grupy ludzkiej podczas 24-ro godzinnej gry. Patriotyczne gadki spod gwieździstego sztandaru które serwował d–ca RW Kubix co prawda nie są naszymi ulubionymi elementami zabawy w żołnierzy i traktujemy z lekkim uśmiechem, ale jeżeli działały na resztę graczy to czemu z nich rezygnować? Jak dla mnie kolejny plus.

Także na plus trzeba zaliczyć postawę wszystkich graczy na CA. Jak już wspominałem, nie znaliśmy tam (poza orgami i pojedynczymi graczami) żadnego, co było dziwnym uczuciem, jak na 200 osobową imprezę. Zazwyczaj po jednej i po drugiej tronie są starzy znajomi, z którymi, lub przeciwko którym, człowiek gra od wielu lat… Gracze na CA przyjeżdżają od lat i gra ta ma swoje stałe grono uczestników. Gracze zazwyczaj wybierają te same strony i co więcej, nawet te same kompanie, w których służyli już wcześniej. Ze względu na tą powtarzalność wytwarza się specyficzny, godny pochwały espirt d’corps, który był bardzo żywy w całej armii RZ. Dzięki temu i wysiłkom dowództwa, gracze strony RW do ostatniej minuty gry uczestniczyli z entuzjazmem w rozgrywce i do ostatniej gry z bazy RW ruszyło niemal w komplecie. Co do graczy strony przeciwnej spotkanych w trakcie manewrów też mam tylko pozytywne słowa: gra była ciekawa, bez śladu termoski i kwasów, częstych podczas dużych gier. Małym kwasem było przestrzelenie w naszej terenówce szyby i zranienie mnie w twarz, ale skoro Grey twierdzi, ze strzelający został schronowany i miał 450 fps to najwyraźniej shit happens.

Organizacyjnie też CA należy pochwalić. Rejestracja przebiegała sprawnie, podobnie chromowanie. Na terenie bazy RW znajdował się catering a nic tak nie podnosi morale jak zimna woda w upał i coś ciepłego do jedzenia po powrocie z patrolu. Na terenie porozstawiane były pojemniki z wodą do ochłody i kąpieli. Miłym akcentem była dostępność darmowego wrzątku do herbaty i kawy, mała rzecz a cieszy. Lekką czkawką odbijała się w tym ogólnie pozytywnym obrazie ilość toi-toiów na poziomie rzekłbym minimalnym oraz zamieszanie na bramie, którą miały wjeżdżać pojazdy ingame chronionej przez niedoinformowanego ciecia- cerbera z twarzą nieskalaną męka myślenia. W grze brało udział bardzo dużo pojazdów, choć znacząca cześć, zwłaszcza tych najbardziej użytecznych czyli Honkerów, była własnością prywatną graczy więc zasługa organizatora w tym niewielka. Ale oprócz nich był wielbiony Kraz, który pracowicie rozwoził graczy z i do bazy, transporter opancerzony (dość bezużyteczny) i czołg, który wziął udział aktywnie w jednej z misji. Ponadto kilka stacjonarnych haubic symulowało artylerię In-game.

Ta beczka miodu nie obyła się bez paru łyżek dziegciu, szczególnie zauważalnych pod koniec i po imprezie. Ostania faza w postaci ustawki obu stron była moim zdaniem nieporozumieniem nie mającym nic wspólnego z grami militarnymi. To co może jest fajne na niedzielnej jebance („a teraz na tym placu chodźcie my na was a wy na nas!”) pasowało jak pięść do nosa do reszty gry. Rozumiem intencje organizatorów by w jednym miejscu mieć „epicki finał”, który potem można przemeblować w „uroczysty apel końcowy” ale jak dla mnie była to lipa. Sam apel też był pełen fałszywych nut. Gracze strony Koalicji Zachód najwyraźniej już wcześniej postanowili zakończyć grę i przejść do fazy grillowej, tak przynajmniej można wnieść z odsetka ludzi którzy na apelu występowali w dezabilu czyli już w strojach cywilnych i bez szpeju, z czego można wnosić, że w ostatnich walkach nie brali udziału. Rozumiem oczywiście taka decyzję, ale czemu psuć zabawę drugiej stronie żałosnymi krzykami o podtekstach poddających w wątpliwość uczciwą grę, zarzucających terminatorkę itp.? Osobiście mam bardzo mały szacunek do graczy, którzy nie mają odwagi wyjaśnić wątpliwości (jeżeli takowe są) z graczami i organizatorami podczas gry za to są mocni w gębie po grze i na forum.

Jak widać, ogólny obraz Combat Alert jest pozytywny. Gra sprawiła nam dużo przyjemności i bawiliśmy się dobrze. Pytanie na które każdy musi sam sobie odpowiedzieć brzmi: czy za taką imprezę mam ochotę wyłożyć 270 złotych? Jest to sporo, nawet w porównaniu z imprezami zagranicznymi bo za 48 godzinny Borderwar trzeba zapłacić 40Euro a za 72 godzinny Berget 110 Euro. Dość łatwo wyliczyć, że godzina gry na CA kosztuje kilka razy drożej niż u konkurencji, sama zaś gra nie oferuje wiele więcej, jeżeli chodzi o zasoby w postaci terenu, pojazdów, infrastruktury. Do waszej decyzji zatem postaje czy zechcecie wziąć w niej udział. CA ma jedną przewagę nad wymienionymi – toczy się rzut beretem od domu.

Brali udział: JKL, Logan, LukaszC, Rodriguez, Tato

Chenowth Light Strike Vehicle

Posted: 27/06/2014 by JKL in Organizacja

Zapraszamy do krótkiej lektury o Light Strike Vehicle (kliknij na zdjęcie).

DPV

Zdjęcie zrobione przez ASP Professional Film Crew