Archive for the ‘Kontrakty’ Category

Recenzja Combat Alert 2015

Posted: 14/07/2015 by Tato in Kontrakty
Tags:

COMBAT ALERT 2015 – RECENZJA OD TEAMU BLACKWATER (by Tato)

W dniach 3-5 lipca na Poligonie w Orzyszu odbyła się kolejna edycja gry airsoftowej Combat Alert. Myśmy też tam byli, MRE jedli i wodę pili. Tak więc od razu przejdę do meritum: tak, gra była udana, tak, wyjechaliśmy zadowoleni i bawiliśmy się dobrze. Zapewne te uczucia podzieliłby każdy uczestnik gry. Pod pewnymi warunkami.

Warunek 1. Jara cię prawdziwy poligon. Nie da się ukryć teren w Orzyszu robi wrażenie.

Ten udostępniony nam miał powierzchnię 7 x 4 km, będącego częścią pasa taktycznego Wierzbiny. Z wieżami obserwacyjnymi, hangarami, drogami czołgowymi itd. robił oszałamiające wrażenie. Niestety zasadnicza cześć tego terenu to sawanna, wiec gross walk piechoty toczyło się wokół malutkiego lasku na środku o wymiarach 500 x 800 metrów… Trochę ryfa, ale walki w krzakach i lasach mamy co weekend, więc w sumie ćwiczenia w podejściu i atakach na otwartym jak patelnia terenie były dla mnie miła odmianą. Dzięki temu mogły mieć miejsce epickie walki z świetnie skrytymi snajperami zbierającymi fragi niczym wiewiórki orzechy na jesieni, skoordynowane ataki pod osłoną pojazdów i dalekie przejazdy w towarzystwie czołgów i transporterów. Właśnie, czołgów! Duże połacie otwartego terenu promowały aktywne użycie pojazdów, których tym razem po obu stronach nie brakowało. Oczywiście królowały prywatne Honkery z obrotnicami i bez, szwedzkie Volviaki, nasz buggy i inne lekkie pojazdy transportowe. Ale ponadto jednostka wojskowa oddała do dyspozycji kilka Starów, 3 BWP oraz 3 czołgi T-72. Nic mnie nie obchodzą jęki gawiedzi, że sprzęt to sprzed kilku dekad – de facto była to pierwsza gra w której widziałem w miarę sensowne zaadaptowanie ciężkich pojazdów do gry innych niż nieruchomy lub ruchomy rekwizyt. Chwała za to. Chwała za teren.

Warunek 2. Lubisz szybkie jebanki i nie przeszkadza ci ciąg kilku, luźno w lub w ogóle związanych ze sobą fabularnie lub kampanijnie scenariuszy z których suma zebranych punktów przesądza o zwycięstwie.

Taki jest charakter CA i albo się z tym pogodzisz albo nie jedź. My się pogodziliśmy, choć jednak apeluję do Agapowa aby brać pod uwagę rozwój wydarzeń i w zależności od niego wariantowo rozwijać kampanie (jeżeli o 14.00 KZ ma w posiadaniu Punt A to robimy X, a jeżeli RW ma w posiadaniu punkt A to robimy Y). To jest trudne i może prowadzić do braku zbilansowania gry (jeżeli jedna strona zaczyna wygrywać w grze to na zasadzie kuli śnieżnej wkrótce może dominować co będzie ze szkodą dla gry) ale można pomyśleć o kompensacji (np. na zasadzie frontu podczas IIWŚ w Płn Afryce: im bardziej jedna ze stron wygrywała i przesuwała linie frontu w kierunku wroga tym większe miała problemy z logistyką i zaopatrzeniem).
To na przyszłość , obecnie CA jest jaki jest i nam to nie przeszkadza zbytnio.

Warunek 3. Lubisz finałowy „epicki” jebankospęd na środku pola.

Błąd. Błąd. Błąd! Pisałem już o tym rok temu. Rozumiem przesłanki za tym stojące ale wnioskując po rozmaitych komentarzach nie jesteśmy jedynymi, którym taka „ustawka” nie leży. W dodatku w tym roku mechanizm wiodący to owej ustawki był kuriozalny: ogłoszono bowiem pożar lasu i w trybie administracyjnym ściągnięto wszystkich graczy do baz. O ile dla nas było dość oczywiste, że jest to jedynie zabieg zmierzający ku ustawce o tyle najwyraźniej spora cześć graczy przyjęła info o pożarze z dobrodziejstwem inwentarza i przeszła w stan demobilizacji. Po godzinie okazało się , że jednak gramy a to to tylko taka zmyłka była. No więc część graczy skonfundowana nie wyszła już w pole.
Na marginesie: już widzę jak za rok NAPRAWDĘ wybuchnie pożar. I na hasło „wszyscy się zwijamy do bazy” cześć oleje temat mówiąc, „nie ma co się śpieszyć, to tylko taka ściema”.

Warunek 4. Nie przeszkadzają ci mimo wysokiej ceny biletu wpadki organizatorskie i „szycie na miejscu”.

Do szycia jesteśmy przyzwyczajeni i nie mamy nic naprzeciwko, fuckupy trzeba odfuckupować. Nie mamy nic naprzeciwko na imprez amatorskich ale CA jest imprezą KOMERCYJNĄ. To do czegoś zobowiązuje. Tymczasem pod koniec gry okazało się, że ktoś nie dopilnował i/lub zapomniał, żołnierzom obsługującym Stary należące do KZ skończył się rozkaz dzienny i pojechali do koszar… W efekcie jedna ze stron została bez środków transportu i trzeba było na łapu capu przerzucać środki transportu należące do drugiej ze stron, żeby gra była zbilansowana i miała sens. Cały misterny plan przerzutu wojsk opracowany prze sztaby obu stron poszedł w piz…u.

Warunek 5. Wiesz że w grze na 700+ osób jest duże prawdopodobieństwo na różne kwasy czy nieporozumienia i jesteś w stanie z tym żyć.

My jesteśmy. W gruncie rzeczy jesteśmy w stanie żyć nie tyle z terminatorką ale z ciągłymi oskarżeniami o nią, padającymi z obu stron i psującymi krew. Tymczasem, „dziś prawdziwych terminatorów już nie ma” jak śpiewała Maryla, 99% kwasów to wynik wiary w ubercelnośc swojej repliki, magiczny zasięg kulek, brak wpływu wiatru na tor lotu itd. Dam przykład. Na grę przyjechaliśmy z Loganem spóźnieni, już w nocy. Wbiliśmy się w mundurki, załadowaliśmy repliki, Logan poprawił makijaż i manicure i hajda w teren, szukać swoich. Wbijamy się w Punt P4, zaczynamy walkę. Strzelam z 30 m do grupy wroga: nic. Poprawiam, nic. „o żesz szarpane termosy, w mundurek zawijane, jak podejdę jak powiem ciepłe słowo!”. O brzasku poszedłem już w bazie wyregulować hop-up, do czego nie miałem okazji w ciemnościach. No i kazało się, że hop-up był ustawiony pod cięższe kulki i moje 25-ki po 20 metrach zaczynały szybować pionowo w górę.
To jedna strona medalu. Druga jest taka, na szczęście dużo mniejsza, że są w nocy osoby, które się nie przyznają niestety. Nie widzą kto strzela i myślą, że nie widać czy dostali czy nie. Otóż tracery w NVG widać znakomicie. I widać jak trafiają. Myślę, że będzie czas aby na przyszłą grę zamontować do repliki kamerę po czym po zarejestrowaniu materiału dowodowego podejść dowiedzieć się o Nick takiego osobnika i po grze po prostu napisać o nim z imienia i nazwiska na grupach środowiskowych.

Warunek 6. Nie przeszkadza ci brak identyfikacji stron czy brak podziału mundurowego.

Nie wiem czemu CA, tak się broni przed podziałem mundurowym, na Borderwar istnieje taki od lat i świetnie się sprawdza. Minimum to opaski lub zapewniane przez organizatora charakterystyczne naszywki. W tym roku nie było nic. Gra miała opierać się tylko na rozpoznaniu typu „hasło-odzew”. Oczywiście, hasła były rozpoznane nawzajem przez strony już po godzinie, więc nie miały najmniejszego znaczenia. Strony podszywały się pod siebie nawzajem lub po prostu mieszały nieświadomie. Mało kto wiedział czy strzela doń wróg czy przyjaciel. Poziom paranoi był tak wysoki, że podczas ostatniej jebanki o wiatrak, nie szło się zbliżyć do bronionego punktu nie trzymając wysoko w górze identyfikatora albo wysiadając z oznakowanego pojazdu. Knife killi było co niemiara, bo w zasadzie mogłeś podejść do kogokolwiek z wroga na spokojnie „nie strzelajcie, swój , swój” a potem zrobić „kilim”. Owszem cieszę się, ze mogłem zasztyletować wrogiego snajpera, który zdziesiątkował nasze oddziały ale uważam, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca i powinny być uniemożliwione.
Brak jakiejkolwiek identyfikacji prowadził do tak kuriozalnych sytuacji, które na szczęście zazwyczaj kończyły się śmiechem, że aż kilka muszę opisać.

Sytuacja numer 1.

Ostatnia ustawka. Zajmujemy wysunięte miejsce na przedpolu bronionego punktu. Przed nami zatrzymuje się Star „Śmigłowiec” i wysypuje się z niego pluton graczy. „nie strzelajcie, swoi, swoi!” krzyczą i biegną w nasza stronę. OK., nie strzelamy, STAR ma nasze, czerwone oznaczenia. Podbiegają, gadam z kimś opisuję sytuacje, uzgadniamy plan ataku/obrony.
– Dobra! – krzyczę – to wy lecicie tam a my trzymamy ten punkt. Blackwater na stanowiska!”. Sekunda ciszy.
-Wy jesteście Blackwater?
-No tak.
– I jesteście z RW?
– No tak.
Sekunda ciszy.
– A wy w takim razie jesteście z KZ?
– No tak.
Sekunda ciszy.
10 osób naraz: Knife kill! Knife kill! Knife kill!
– Hmm. A może umówimy się, ze tej sytuacji nie było i wy zaczniecie tam a my tu?
– OK. 🙂

Sytuacja numer 2.

Dzwoni Beret
– Słuchajcie, chłopcy się skarżą, że strzelcie do swoich.
– My do swoich??? Słuchajcie, czy ktoś strzelał do kogokolwiek bez ohasłowania?
-Nie.
– Na pewno?
– Słowo harcerza, okrzykiwaliśmy wszystkich przed otwarciem ognia.
– Ok. Beret, to chyba nie my, hasłujemy wszystkich ZANIM otworzymy ogień.
Beret rozłącza się. Kilkadziesiąt minut później podchodzi do nas grupa chłopaków.
– Skąd jesteście?
– RW.
– Pokażcie identyfikatory.
– Proszę.
– To dlaczego nas zabiliście?
– A jakie hasło podaliście?
– Podaliśmy hasło wroga bo myśleliśmy że jesteście wrogiem, wiec wymyśliliśmy sobie, że was zmylimy, podejdziemy i was znifekillujemy. 🙂

Warunek 7. Nie przywiązujesz do wyniku gry wielkiej wagi.
Wielu graczy zapomina o ważnej zasadzie: celem gry jest zwycięstwo ale sensem przyjemność z niej czerpana. Stąd napinka i kwasy. Stąd gra wstrzymana na przeszło godzinę, a 200 osób siedzi w trawie bez sensu, bo ktoś nie może przejść do porządku dziennego nad faktem, ze przegrał bitwę o umocniony punkt i żąda obserwatorów, orgów i komisji ONZ. Przegrał, ale było fajnie, lecz to nie ma dla niego znaczenia. Żałosne jest zachowanie graczy już po grze, kiedy swoimi wyjętymi z du.y uwagami psuja tylko innym radość z gry. Flejm klawiaturowych wojowników na forum i szermierka na oskarżenia „wy mieliście bliżej”, „A w mieliście asfalt”, wy oszukiwaliście „a wy oszukiwaliście bardziej” jest po prostu żałosna. Dlatego aby czerpać przyjemność z CA pamiętaj drogi graczu: nie idź na ostatni apel, nie interesuj się jaki był wynik i nie czytaj forum po grze. Tak też uczyniliśmy (w większości) i jesteśmy szczęśliwszymi ludźmi.
Pozdrowienia dla RW, które w komplecie wyszło do ostatniej ustawki, pozdrowienia dla przyjaciół, których spotkaliśmy po przeciwnej stronie, szacun dla wymagających przeciwników, gratulacje dla Sztabu RW za zaangażowanie i ciężką pracę. Do zobaczenia na następnym CA.

Film z Combat Alert 2015

Posted: 11/07/2015 by JKL in Filmy, Kontrakty
Tags:

Film z Combat Alert 2015.

Combat Alert 2015

Posted: 10/07/2015 by JKL in Kontrakty
Tags:

Zdjęcia z tegorocznej edycji Combat Alert.

This slideshow requires JavaScript.

Mangusta 10

Posted: 10/07/2015 by JKL in Kontrakty
Tags:

Po raz kolejny wzięliśmy udział w urodzinowych manewrach grupy Bat Łódź. Była to ich 10 edycja.

This slideshow requires JavaScript.

Nuclear Winter Night 2015

Posted: 10/07/2015 by JKL in Kontrakty
Tags:

Po raz kolejny wzięliśmy udział w imprezie Nuclear Winter Night.

This slideshow requires JavaScript.

Nowy członek BW – Fenris

Posted: 15/12/2014 by JKL in Kontrakty

Z radością witamy w naszych szeregach nowego operatora o ksywie Fenris. Fenris zdecydował się porzucić niezbyt dochodowe a jednocześnie ryzykowne działania w regularnym wojsku, oddał irlandzki paszport i postanowił dorobić na kontraktach prywatnych w organizacji Blackwater. Szczególnie przekonujący był dlań przydział firmowego fotela oraz służbowego jacuzzi. Serdecznie witamy i życzymy mu wielu lukratywnych kontraktów na nowej drodze życia.
Fenris w naszych szeregach brał już udział w kilku kontraktach m.in Nuclear Winter Night, Bośnia VI, Salamandra czy BlackOps.

Fenris

W listopadowym numerze Popular Mechanics z 1995 pojawił się artykuł o Navy Seals. W treści znalazła się też wzmianka o DPV. Poniżej artykuł do poczytania.

Święto Kawalerii Polskiej 2014

Posted: 22/09/2014 by JKL in Filmy, Kontrakty

W dniach 6-7 września 2014 wzięliśmy udział w pokazach z okazji Święta Kawalerii Polskiej. Symulowaliśmy akcję ewakuacyjną rannego po wybuchy IED. W pokazie użyliśmy naszego LSV i zostaliśmy wsparci przez 2 Rosomaki. Poniżej zdjęcia i film z pokazów.

This slideshow requires JavaScript.

Ortega II

Posted: 04/08/2014 by JKL in Kontrakty

W weekend 25-27 lipca wzięliśmy udział w larpie Ortega II organizowanym przez Gyvera w Ociesękach. Graliśmy po stronie USMC. W naszej galerii znajdziecie zdjęcia z imprezy (kliknij w zdjęcie).

Combat Alert 2014 – Recenzja

Posted: 30/06/2014 by Tato in Kontrakty

Combat Alert 2014 – Recenzja

LSV-BW

Combat Alert to taka dziwna impreza na którą, mimo że gra co roku ma chyba komplet uczestników, nie jeździ żaden ze znanych mi teamów. Dlaczego?

Trudno dokładnie powiedzieć. Nie jest to chyba fakt, że CA jest imprezą komercyjną. W końcu tłumy Polaków spotykają się co roku na Czeskim Borderwar a nawet na Szwedzkim Berget. Czy powodem mogą być stare konflikty pomiędzy środowiskiem mazowieckim a organizatorem? Raczej nie, w końcu było to dawno i już nieprawda. Może wpływ ma na to charakter imprezy, który nie zawsze zbierał wysokie oceny? Trudno powiedzieć, ale jaki jest CA mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze w tym roku, zwabieni nie ukrywam przez twórców scenariusza Greya i Agapowa, graczy których znamy od lat i którzy dali się poznać jako świetni organizatory i znawcy tematów militarnych i airsoftowych. Była to też dla teamu Blackwater pierwsza możliwość wykorzystania w polu naszej nowej repliki pojazdu Chenowth Scorpion LSV.

Tegoroczny Combat Alert odbywał się na terenie jednostki wojskowej w okolicy podwarszawskiego Zegrza. Teren trzeba ocenić na duży plus. Urozmaicony, pokryty zarówno gęstymi lasami jak i otwartymi przestrzeniami, poszyty transzejami. Jakby ktoś się uparł to nawet operacje wodno-desantowe można by wprowadzić, część terenu przylega bowiem do Zalewu Zegrzyńskiego.

Teren nie jest zbyt duży, ma kształt trapezu o wymiarach 1,5 km w podstawie i 700 m wysokości . W wypadku gry na blisko 200 osób jest w związku z tym zrozumiałe, że nie może być mowy o grze typu milsim, zwiadach, poszukiwaniach, dalekich obejściach itp. Fog of War w zasadzie nie istnieje, co wymusza określony typ gry, bardziej causalowy.

Ten tryb gry próbował ogarnąć w wojskowe ramy Grey i moim zdaniem mu się to udało dość zgrabnie. Gra była podzielona na 3-y godzinne fazy podczas których strony miały pewne określone zadania do wykonania. Nie ma nic przeciwko takiemu rozwiązaniu: to dość logiczne, że na zadanie jest pewna określona ilość czasu. I tak, most trzeba zdobyć do godziny X (przed nadjechaniem naszego konwoju), a utrzymać do godziny Y (bo konwój musi przez most się przedostać). Fazy były dość urozmaicone: a to trzeba było zdobyć, a to utrzymać określony teren, czasem przeprowadzić konwój bez strat, innym razem zdobyć i przewieźć do bazy VIPa. Plany na poszczególne fazy były znane z góry co pozwoliło dowództwu odpowiednio zaplanować siły i zasoby na każdą z faz. Czasem opis faz śmieszył, czym innym bowiem jest wiedzieć że o 1200 ruszy konwój z bazy do wioski a czym innym, że o 1300 zostanie zestrzelona załoga śmigłowca i trzeba ją będzie uratować… Miejscami brzmiało to więc trochę sztucznie, ale co do zasady dało się grać a to najważniejsze. „Niedzielna jebankowość” gry zatem nie raziła, a wręcz stawiała dodatkowe wyzwania: duża dynamika gry, szybkie respy i upał wymagały od uczestników sporej kondycji, wytrzymałości i zapału aby grac do końca. Brakowało też efektu kampanijności, czyli aby wyniki poprzednich faz miały wpływ na grę w następnych. Nie było nie tylko dynamicznej kampanii ale nawet nie wiadomo było w trakcie, jakie są wyniki, kto wygrywa i dlaczego.

Dowództwo strony po której się znaleźliśmy, czyli Republiki Wschodu, dobrze dawało sobie radę z wyzwaniem zarządzania zasobami dużej grupy ludzkiej podczas 24-ro godzinnej gry. Patriotyczne gadki spod gwieździstego sztandaru które serwował d–ca RW Kubix co prawda nie są naszymi ulubionymi elementami zabawy w żołnierzy i traktujemy z lekkim uśmiechem, ale jeżeli działały na resztę graczy to czemu z nich rezygnować? Jak dla mnie kolejny plus.

Także na plus trzeba zaliczyć postawę wszystkich graczy na CA. Jak już wspominałem, nie znaliśmy tam (poza orgami i pojedynczymi graczami) żadnego, co było dziwnym uczuciem, jak na 200 osobową imprezę. Zazwyczaj po jednej i po drugiej tronie są starzy znajomi, z którymi, lub przeciwko którym, człowiek gra od wielu lat… Gracze na CA przyjeżdżają od lat i gra ta ma swoje stałe grono uczestników. Gracze zazwyczaj wybierają te same strony i co więcej, nawet te same kompanie, w których służyli już wcześniej. Ze względu na tą powtarzalność wytwarza się specyficzny, godny pochwały espirt d’corps, który był bardzo żywy w całej armii RZ. Dzięki temu i wysiłkom dowództwa, gracze strony RW do ostatniej minuty gry uczestniczyli z entuzjazmem w rozgrywce i do ostatniej gry z bazy RW ruszyło niemal w komplecie. Co do graczy strony przeciwnej spotkanych w trakcie manewrów też mam tylko pozytywne słowa: gra była ciekawa, bez śladu termoski i kwasów, częstych podczas dużych gier. Małym kwasem było przestrzelenie w naszej terenówce szyby i zranienie mnie w twarz, ale skoro Grey twierdzi, ze strzelający został schronowany i miał 450 fps to najwyraźniej shit happens.

Organizacyjnie też CA należy pochwalić. Rejestracja przebiegała sprawnie, podobnie chromowanie. Na terenie bazy RW znajdował się catering a nic tak nie podnosi morale jak zimna woda w upał i coś ciepłego do jedzenia po powrocie z patrolu. Na terenie porozstawiane były pojemniki z wodą do ochłody i kąpieli. Miłym akcentem była dostępność darmowego wrzątku do herbaty i kawy, mała rzecz a cieszy. Lekką czkawką odbijała się w tym ogólnie pozytywnym obrazie ilość toi-toiów na poziomie rzekłbym minimalnym oraz zamieszanie na bramie, którą miały wjeżdżać pojazdy ingame chronionej przez niedoinformowanego ciecia- cerbera z twarzą nieskalaną męka myślenia. W grze brało udział bardzo dużo pojazdów, choć znacząca cześć, zwłaszcza tych najbardziej użytecznych czyli Honkerów, była własnością prywatną graczy więc zasługa organizatora w tym niewielka. Ale oprócz nich był wielbiony Kraz, który pracowicie rozwoził graczy z i do bazy, transporter opancerzony (dość bezużyteczny) i czołg, który wziął udział aktywnie w jednej z misji. Ponadto kilka stacjonarnych haubic symulowało artylerię In-game.

Ta beczka miodu nie obyła się bez paru łyżek dziegciu, szczególnie zauważalnych pod koniec i po imprezie. Ostania faza w postaci ustawki obu stron była moim zdaniem nieporozumieniem nie mającym nic wspólnego z grami militarnymi. To co może jest fajne na niedzielnej jebance („a teraz na tym placu chodźcie my na was a wy na nas!”) pasowało jak pięść do nosa do reszty gry. Rozumiem intencje organizatorów by w jednym miejscu mieć „epicki finał”, który potem można przemeblować w „uroczysty apel końcowy” ale jak dla mnie była to lipa. Sam apel też był pełen fałszywych nut. Gracze strony Koalicji Zachód najwyraźniej już wcześniej postanowili zakończyć grę i przejść do fazy grillowej, tak przynajmniej można wnieść z odsetka ludzi którzy na apelu występowali w dezabilu czyli już w strojach cywilnych i bez szpeju, z czego można wnosić, że w ostatnich walkach nie brali udziału. Rozumiem oczywiście taka decyzję, ale czemu psuć zabawę drugiej stronie żałosnymi krzykami o podtekstach poddających w wątpliwość uczciwą grę, zarzucających terminatorkę itp.? Osobiście mam bardzo mały szacunek do graczy, którzy nie mają odwagi wyjaśnić wątpliwości (jeżeli takowe są) z graczami i organizatorami podczas gry za to są mocni w gębie po grze i na forum.

Jak widać, ogólny obraz Combat Alert jest pozytywny. Gra sprawiła nam dużo przyjemności i bawiliśmy się dobrze. Pytanie na które każdy musi sam sobie odpowiedzieć brzmi: czy za taką imprezę mam ochotę wyłożyć 270 złotych? Jest to sporo, nawet w porównaniu z imprezami zagranicznymi bo za 48 godzinny Borderwar trzeba zapłacić 40Euro a za 72 godzinny Berget 110 Euro. Dość łatwo wyliczyć, że godzina gry na CA kosztuje kilka razy drożej niż u konkurencji, sama zaś gra nie oferuje wiele więcej, jeżeli chodzi o zasoby w postaci terenu, pojazdów, infrastruktury. Do waszej decyzji zatem postaje czy zechcecie wziąć w niej udział. CA ma jedną przewagę nad wymienionymi – toczy się rzut beretem od domu.

Brali udział: JKL, Logan, LukaszC, Rodriguez, Tato