Recenzja Combat Alert 8 (2016)

Posted: 09/11/2016 by Tato in Kontrakty
Tags: ,

Combat Alert 8 – RECENZJA MIESZANA (I SPÓŹNIONA) BY TATO

Za nami kolejny Combat Alert, za nami kolejne przeżycia i uczucia dość mieszane. Co opisać najpierw, radość czy zawód? Zacznijmy od odczuć pozytywnych bowiem było ich niemało.

1. Więcej, więcej, więcej!!!
W tym roku chyba nikt nie mógł narzekać na mało urozmaicony teren czy brak środków pozoracji walki. Dostaliśmy jeszcze większy teren poligonu w Orzyszu do dyspozycji. Dzięki temu walki nie toczyły się w koło Macieju tylko wokół „lasu serce”, było co najmniej kilka rożnych punktów zapalnych konfliktu. Do tego doszło więcej pojazdów: czołgi i BRDMy miały swój konkretny udział w mechanice (BRDM niszczy pojazd nieopancerzony, czołg niszczy BRDM, oba mogą zginąć od ręcznej wyrzutni granatów). Ba! Dookoła latał nawet samotny śmigłowiec z pojedynczym strzelcem na pokładzie. Trochę był symboliczny, bez wielkiego wpływu na rozgrywkę ale niewątpliwe dodawał klimatu.

2. Starcia i potyczki
Dużo ciekawsze niż rok temu, m.in właśnie z powodu urozmaicenia terenu i miejsc rozgrywki. Naprawdę przyjemnie było oglądać szturm kilku transporterów w obstawie piechoty przez pole na umocnione pozycje obronne. Race, ognie budynkach, dymy, śmigłowiec… nie no serio, takie rzeczy naprawdę nie dzieją się codziennie w grach airsoftowych.

3. Gracze
W zeszłym roku narzekałem na względnie sporą ilość kwasów, rzecz zasadniczo nie do uniknięcia w grze na kilkaset osób. Mam subiektywne odczucie, że  w tym roku było ich dużo mniej. Być może wpływ na to miała eliminacja błędów organizatorskich poprzednich edycji w postaci nieoznaczania stron, być może przyzwyczajenie do mechaniki i rozległego terenu, który uczy pokory co do celności własnej repliki. Tak czy owak wszystkie starcia i spotkania wspominam bardzo dobrze, zarówno wtedy jak trafiałem jak i jak wtedy gdy mnie trafiali…

4. Wyciąganie wniosków z poprzednich edycji
Największy powód do chwały. W zeszłym roku narzekałem na oznakowanie graczy, finalny jebankospęd, dynamikę kampanii i kilka innych drobniejszych rzeczy. Nic z tego się w tym roku nie powtórzyło i jestem za to bardzo wdzięczny! Ewidentnie klarowne „who is who” wyeliminowało kuriozalne historie z lat poprzednich, organizacja całości było dużo lepsza, a zadania stron klarownie wynikały z postępów na polu walki a nie były jedynie oderwanymi od siebie zdarzeniami. To wpłynęło pozytywnie na płynność  całej rozgrywki.

Niestety, jak napisałem wcześniej, nie obyło się bez rozczarowań.

1. Zbalansowanie stron
Zapisując się na grę miałem poczucie, że będę brał udział po lepiej wyposażonej ale za to mniej licznej stronie Republiki Wschodu. Kompania Zachodu co prawda miała nie mieć takiego dostępu do pojazdów (chodzi szczególnie o pojazdy tzw nieopancerzone czyli wszelkiego rodzaju Honkery, Jeepy i Humvee oraz naszego DPV należące do graczy) ale za to miała mieć istotna przewagę liczebną. W takim tez przekonaniu ruszyliśmy do gry. Tymczasem okazało się, że RW nie dość, że była lepiej wyposażoną stroną to i na dodatek  bardziej liczną. W tej sytuacji wynik mógł być tylko jeden, czyli zwycięstwo RW i ta przewaga nie była z korzyścią dla gry. W żaden sposób nie dziwię się zarzutom ze strony KZ, że stali po z góry przegranej stronie. Takie zaburzenie balansu niestety wpływa niekorzystnie na grę, i to obu tron. W rezultacie gra już w połowie soboty zaczęła zwyczajnie siadać. Rzesisty deszcz na pewno nie pomógł ale nie on był głównym sprawcą tego że…

2. …Siadało morale
Tu muszę się przyznać do błędu. Otóż kilka razy pod rząd ganiłem ideę robienia sztucznej strzelanki „o środek boiska” na koniec gry. Uważam taki zabieg za sztuczny, bez związku z całością gry, bez ciągłości z tym co dzieje się prze poprzednie kilkadziesiąt godzin. Okazuje się, że taki zabieg ma jednak i plusy: utrzymuje morale do końca, w oczekiwaniu na finalną jebankę. Podczas tej edycji wspomniany brak balansu stron dał się tak dotkliwie we znaki a RW pod koniec gry miała taką przewagę, że gracze KZ niemieli już po co atakować a gracze RW nie mieli już czego i przed kim bronić… Gra zaczęła się rozłazić w szwach a morale siadać na długo przed końcem scenariusza. Na pytanie „co możemy robić, jak możemy pomóc” dowiadywaliśmy się z HQ, że w sumie nie ma dla QRFu zadań… możemy sobie jak chcemy pojeździć po terenie i znaleźć wroga… No ale wroga było mało bo miał to w d… i siedział w bazie (za co raz jeszcze podkreślam wcale go nie winię).
Morale w naszej części pola namiotowego trzymała jedynie wiara w to, że przynajmniej na koniec wszyscy się będziemy mogli się wyżyć  na finalnej strzelance… Której finalnie nie było. 🙂
Oj ciężkie jest wyważenie imprezy airsoftowej.

3. Upolitycznienie imprezy
Na koniec: organizatorzy chyba nie do końca rozumieją różnicy pomiędzy komercyjną impreza airsoftową a ćwiczeniami obrony terytorialnej i chyba postanowili połączyć obie rzeczy w nieporadną całość. Jak przyjeżdżam na airsoftowy zlot komercyjny to pragnę tego za co zapłaciłem: terenu, scenariusza, pomysłów, organizacji, ewentualnie dodatkowych niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika środków pozoracji walki.
Natomiast nie są mi potrzebne obowiązkowe apele, słuchanie przemówień ministerialnych, ćwiczenie musztry i słuchanie narzekań jakiegoś pana pułkownika, że jesteśmy cywilbandą. Oczywiście panie pułkowniku że jesteśmy, pan pułkownik pomylił zlot asg z obroną terytorialną. Jak będę chciał maszerować w czwórkach równiutko to się zapisze do Strzelca, a jak będę chciał posłuchać przemówień to włączę Wiadomości TVP, dziękuję bardzo.

TLDR: super impreza i pod wieloma względami europejska czołówka ale jak na 8 edycję tego samego to czas najwyższy by nauczyć się unikać kitów i raczyć uczestników tylko hitami…

Comments are closed.