Posts Tagged ‘borderwar’

BORDERWAR 6 OP SUNSEEKER

Posted: 21/05/2014 by Tato in Kontrakty
Tags: ,

BORDERWAR 6 OP SUNSEEKER – RECENZJA

Za górami, za lasami, za rzekami i dolinami, żył sobie czarodziej, który robił olbrzymie imprezy. Airsoftowe.

To nie bajka drodzy Państwo, bowiem jedna z największych imprez airsoftowych na świecie (a na pewno w Europie) dzieje się o trzy rzuty lekko obciążonym hełmem od Polski, za naszą południową granicą w Czechach. Jest to z gruntu optymistyczna informacja bowiem skoro Czech potrafi to być może i Polak będzie potrafił i kiedyś doczekamy się podobnej imprezy i w naszym kraju. W tym roku w grze brało udział ponad 2,500 graczy, kilkadziesiąt pojazdów oraz dwa helikoptery in-game, a wszystko ze wsparciem medycznym, organizacyjnym i cateringowym na wysokim poziomie, na legalnym, pięknym terenie byłego poligonu czołgowego w Vchrbeli, niedaleko Mlada Boleslav.

Nie był to nasz pierwszy udział w imprezie Borderwar, na którą jeździmy (z przerwami) od kilku lat. Rozrost imprezy jest uderzający: samochody uczestników w zasadzie nie mieściły się na niemałym wszkaże terenie przeznaczonym na parking i zajmowały kilka kilometrów dróg dookoła. Powody do takiego rozwoju są oczywiste. Po pierwsze, świetne tereny do gry. Obecny jest naprawdę olbrzymi, zajmuje wiele kilometrów kwadratowych a jednocześnie jest bardzo urozmaicony terenowo, pagórkowaty, pozsiadajmy zarówno gęste tereny Leżne jak i otwarte łąki. W zasadzie brakuje mu jedynie terenów zabudowanych do MOUT (nieodżałowane Nove Mesto z pierwszej edycji!) Po drugie, bardzo rozsądne ceny: bilet to jedynie 40 Euro na 48-mio godzinną imprezę (dla porównania 110 Euro za 3 dniowy Berget czy 65 Euro za 24 godzinny (!) Combat Alert) a na miejscu dostępny jest niezły catering w równie atrakcyjnych cenach (jeden obiad jest w cenie biletu) i to rozmiesczony w każdej z baz (micha gulaszu z chlebem 10 zł, kiełbaska 8zł, przebój śniadań czyli jajak sadzone z boczusiem 12 zł). Jak widać organizatorzy nie cwaniaczą starając się zmaksymalizować zyski z pojedynczego klienta, ale inwestują w rozwój zwiększając masę zysku z całości świadczonej usługi (wyszło naukowo, ale toz powodu, że mam wykształcenie ekonomiczne ). Po trzecie, organizatorzy nie popełniają tych samych bledów dwa razy, wyciągają wnioski i widać gołym okiem jak organizacja dopasowuje się elastycznie do powiększającej się ilości graczy.

To wszytko powoduje, że z roku na rok do Czech przyjeżdża coraz więcej graczy z całej Europy. Co więcej, gracze inwestują sporo własnych pieniędzy w grę, roi się więc w niej od pojazdów wszelkiej maści: dżipów, łazików, ciężarówek, quadów, pick upów… w sumie jeździło ich pewnie ponad setka. Do najdziwniejszych jakie zauważyłem był Nissan ze zdalnie kierowaną wieżyczką ze dwoma sprzężonymi M249.

Impreza ma też wady, które są powodem, ze Blackwater jeździło do Czech w kratkę, gdyż czasem nam się przelewała czara goryczy. Najgorszą doemną Borderwarów był system dowodzenia. Borderwar jest reklamowany jako milsim, ale nic wspólnego z tym co polscy gracze jako milsim rozumieją nie ma. Jest to rozbudowana jebanka ze scenariuszem, stronami Larpowymi (stojącymi na wysokim poziomie) i godzinnymi respami. Strony gry są dość liczne i na samych graczy spada obowiązek zarządzenia i dowodzenia kilkuset osobową ekipą. W poprzednich edycjach wiec albo dowodzenia nie było (bo ktoś nie dojechał) i w ramach pospolitego ruszenia trzeba je było szybko brać w swoje ręce, albo było prowadzone przez ludzi którzy się starali ale nie mieli zielonego pojęcia co robią, albo było prowadzone przez ludzi, nie tylko nie wiedzieli co robić ale na dodatek się nie starali. Bycie dowodzonym przez niekompetentnego dowódcę jest bardzo demoralizujące i stąd nasze absencje, jak czkawka po niesmacznym posiłku.

W tym roku jednak dużych imprez w Polsce posucha, Milism 48h nie odbędzie się po raz kolejny, jedynie Salamandra ożywia nieco milsimowy horyzont, stąd decyzja kilku grup warszawskich które często grają razem aby pojechać na Borderwar wiekszą ekipą w sile plutonu. Major Rocco Spencer wyraził wolę pojechani z nami, wmanewrowalismy go więc w dowodzenie plutonem, to z kolei wytworzyło efekt śnieżnej kuli i do grupy wyjazdowej zaczęły dopisywać się teamy, które ukończyły Ranger School. Zupełnie niezależnie kilka teamów z całej Poski również wpisało się na listę do tego samego ugrupowania i tak, od słowa do słowa zrobiła się z nas prawie setka… Orgowie dorzucili nam Szwedów, Łotyszy i Norwegów, których znaliśmy z Bergetów i w efekcie powstała Polska Kompania Charlie w sile 4 (prawie) pełnych plutonów. Niestety po drodze wysypał się Major Spencer…

Tym razem wbiliśmy się do Guerillas czyli komunistycznej partyzantki, głownie z powodu złych doświadczeń związanych z dowództwem sprawującym pieczę nad Task Forcem czyli stroną przeciwną. To okazało się być bardzo dobrym ruchem, ponieważ sztab Goryli był dobrze ogarnięty, zorganizowany i pomimo drobnych obsuw przedstawiał sobą obraz o niebo lepszy niż ten który znaliśmy do tej pory. Druga obawa, którą żywiliśmy związana była z działaniem w tak dużym jak na warunki airsoftowe związkiem taktycznym i w głębi ducha byliśmy przygotowani do operowania plutonem ale i te obawy okazały się bezpodstawne. Świerzy, który samozwańczo przejął osieroconą schedę po Rocku zarządzał kompanią sprawnie, dowódcy plutonów i drużyn, w większości dobrze się znających z Ranger School i rozmaitych milsimów współpracowali jeszcze sprawniej i nagle, kiedy po pierwszych dotarciach wszystko zaczęło iść z górki okazało się, że Borderwar tu kupa frajdy. Co prawda pierwsza nasza misja, to wyprorokowana przez Mendiego służba wartownicza, ale nawet podczas niej mieliśmy kontakt ogniowy z wrogą grupą rozpoznania, więc nie było całkiem nudno. Potem nasze działania to kilka patroli bliższych i dalszych, podczas których okazało się że dobrze skoordynowana kompania wyszkolonych aesgejów jest w stanie zamieść wszystko co napotka na swej drodze i to przy minimalnych stratach własnych. Zmienne warunki atmosferyczne raczyły nas taki delicjami jak burze gradowe z piorunami i opadami deszczu jakich nie powstydziłoby się Kongo. Wróg rzucał się w nasze objęcia plutonami a nawet całymi zmotoryzowanymi kompaniami, które atakowały naszą bazę. Gra była bardzo intensywna przez oba dni i na brak wrażeń naprawdę nie mogliśmy narzekać, zarówno w dzień jak i w nocy. Najbardziej cieszyła bardzo wysoka skuteczność oddziałów. Łącznie z tym, że w nocy do bazy wroga (pilnie strzeżonej!) wnikł team 6th i obelżywie ponaklejał na tablicę z rozkazami TF nalepki strony Guerillas. Tym, którzy do bazy wroga nie poszli, też się nie nużyło, bo wróg był tak uprzejmy, że falami atakował nasz obóz, dzięki czemu mogliśmy się pobawić w 9-tą Rotę broniąc bazy w piżamach.

W niedzielę przyszło się większości zbierać niestety już z samego rana, więc kompania Charlie zubożona do tylko jednego połatanego plutonu poszła mordować wrażych niedobitków, podczas gdy reszta ekipy ocierając łzy wzruszenia i machając brudnymi chusteczkami odjeżdżała w kierunku domu.

Opinie nasze i odczucia są jednoznaczne: była to jedna z najlepszych imprez o takim charakterze na jakiej byliśmy. Z całą pewnością nie odpuścimy imprezy za rok. Jeżeli Borderwar będzie się tak rozwijał jak do tej pory to za rok może się w Czechach spotka ponad 3 tysiące osób a z Polaków zmontujemy już nie kompanię ale cały batalion.

Skład wyjazdowy: Tato (PL), Rodriguez (TL), Logan (medyk), JKL (RTO) LukaszC (strzelec), Kuba (strzelec)

Więcej zdjęć w galerii.

Borderwar 6

Film z Borderwar 4

Posted: 25/06/2012 by JKL in Filmy, Kontrakty
Tags: , ,

„Co roku napalam się na BorderWar i co roku jest gorzej.
Plusy:
– zazwyczaj ekstra teren, 2 lata temu orgazm, rok temu gorzej, w tym roku bardzo dobrze – piękny teren z olbrzymim potencjałem
– co roku jedzie nas duża grupa i wystawiamy cały pluton. Mozliwość pogrania w dużym skoordynowanym zespole – bezcenna.
– Świetni gracze larpowi, odtwarzający ludnośc cywilną z dyzym zaanagżowaniem i wczuciem w klimat.
– wielka impreza międzynarodowa, na której jest kupa luda i na której jest możliwość spotkania znajomych z Rosji czy nawet Szwecji.

Minusy (tylko te w tym roku)
– zdecydowanie największy to dowodzenie. CO i cały sztab naszej strony to było totalne nieporozumienie. U mnie chu..y dówdca powoduje mega rozwałkę morale i tak tez się stało, juz po 12 h straciłem ochotę na walkę i miałem to głeboko.
– zawsze zapowiadane sa masy sprzętu samochodów etc. To tylko teoria, w rzeczywistości mozliwość skorzystania z tych cudów jest czysto iluzoryczna.
– brak komunikacji, dowództwa, zgrania – powoduje że każdy sobie rzepkę skrobie. Jeżeli lubicie sobie skrobać rzepkę mając liczny międzynarodowy OPFOR – prosze bardzo.
– cena może nie jest bardzo wysoka (ok 100 zł) ale jak się doliczy przejazd itd to robi się w sumie spory wydatek.”

Tato